poniedziałek, 8 listopada 2010

Do kina na Banksy'ego!

Część redakcji widziała "Exit Through the Giftshop" już wcześniej (i dzięki temu mogła napisać zamieszczoną pod spodem recenzję), część zobaczyła ten film teraz, a wszyscy byliśmy zachwyceni!


Wyjście przez sklep z pamiątkami
(„Exit Through the Giftshop”)
reż. Banksy
obsada: Banksy, Shepard Fairey, Thierry Guetta, Rhys Ifans
Wielka Brytania/USA 2010, Gutek Film, 12 listopada
A!A!A!A!A!


Powodów, by zachwycić się filmem Banksy’ego, jest kilka. Po pierwsze... to film Banksy’ego. Rozumiem, że nie wszystkich ten fakt ekscytuje, ale nie ma się co oszukiwać – to pierwsza tak obszerna publiczna wypowiedź człowieka, na którego poluje duża część ludzkości. Najbardziej znanego i budzącego największe emocje artysty tworzącego na ulicach. A to już coś. W dodatku obraz pozwala widzowi towarzyszyć w nocnych eskapadach nie tylko Banksy’ego, ale i innym znanych streetartowców – w filmie pojawiają się Shepard Fairey, Invader, Zevs czy Andre.
To portret środowiska, które bardzo niechętnie wpuszcza na swoją orbitę kogokolwiek obcego, zwłaszcza z kamerą. Po drugie, to naprawdę świetnie opowiedziana historia – zabawna, trzymająca tempo, obfitująca w niespodziewane zwroty akcji. Znakomicie poprowadzona fabularnie opowieść o kompulsywnie filmującym wszystko poczciwcu, który dość przypadkowo wkrada się w łaski największych tuzów światowego street-artu, by w końcu stać się rozchwytywanym celebrytą (żeby nie użyć słowa „artysta”), dość bezmyślnie czerpiącym z dokonań swoich dawnych kumpli.



Co ważne, historia jest ciekawa nie tylko dla tych, którzy street-artem interesują się na co dzień. Bo ten odgrywa tu raczej rolę pretekstu, tła opowieści, wydawałoby się, o zupełnie czymś innym. Po trzecie wreszcie to zupełnie poważna analiza wszystkich ważnych problemów, z jakimi boryka się dzisiaj sztuka ulicy. Pojawiają się pytania o oryginalność i artystyczne hochsztaplerstwo, o relacje ulicznego art-wandalizmu z galeryjnym funkcjonowaniem sztuki, która narodziła się na murach. Jak ładnie napisał dystrybutor filmu: „Banksy odsłania słabości kultury street-artu, do których powstania wydatnie sam się przyczynił. Bez względu na to, czy całość została przez Bankys’ego zgrabnie sfingowana, by pokazać, jak łatwo manewrować opinią publiczną, która łyknie wszystko, co ma odpowiednia plakietkę i o czym napisały gazety, czy jest to autentyczna historia, produkcja jest pierwszorzędna. Nie ważne czy to dokument, mockumentary czy fabuła. Ogląda się świetnie. A przecież o to chodzi”. [Sylwia Kawalerowicz]

12 listopada wszyscy do kina marsz!



PS Banksy’emu najwyraźniej bardzo spodobało się reżyserowanie. Jego kolejnym filmowym doświadczeniem było przygotowanie krótkiego fragmentu jednego z odcinków Simpsonów. Artysta jak zwykle dał upust swoim antyglobalistycznym przekonaniom. Przekaz był na tyle mocny, że wytwórnia szybciutko usunęła filmik z sieci. Na szczęście wciąż można go obejrzeć kilka postów wcześniej

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza